poniedziałek, 2 marca 2015

8:Decyzja

Opisanie uczuć,które kłębiły się we mnie od chwili tamtego pocałunku,było zadaniem zbyt niemożliwym,jak na moje standardy. Każdy, mijający ułamek sekundy wydawał się być trwającą wieczność stopklatką,upamiętniającą tyle istotnych i mało istotnych szczegółów.
Nawet teraz,siedząc oparty o kant łóżka nie mogłem wyrzucić z głowy tych wszystkich obrazów,poczynając od niezręcznej sytuacji z koszulką,a kończąc na jej nagłym wyjściu z mojego pokoju.
Pokusiłem się na coś,czego nie powinienem ruszać,a teraz boleśnie dręczy mnie fakt, że całe moje ciało domaga się więcej. Znacznie więcej,niż mu na to pozwolono.
Jak długo jeszcze będę mógł z tym walczyć?
Miałem wrażenie,jakbym był Adamem, skuszonym przez Ewę,która poddała się sztuczkom przebiegłego węża. Lecz w tym przypadku nie Saylent była kusicielem,a moja podświadomość,płatająca mi tego rodzaju figle już od dłuższego czasu. Nie wiedziałem jaka jest tego konkretna przyczyna,czy być może to efekt mojej wewnętrznej izolacji, czy raczej minionych wydarzeń i całego stresu,które ze sobą niosą.
Strasznie zagmatwane,a do tego irytujące w całym swoim istnieniu.
Teraz już wiedziałem jak czują się ci wszyscy bohaterowie filmów,którzy nie na własne życzenie wplątali się w jakieś bagno,z którego nie mogą tak szybko się wydostać. Bardziej denerwująca od tego faktu była myśl,że pomimo tego podobieństwa pozornie pozostaję pionkiem, nienarażonym na żadne ataki ze strony mego prześladowcy.
Moje rozmyślania przerwało donośne buczenie telefonu,dobiegające z kieszeni wytartych dżinsów. Opieszale wyciągnąłem urządzenie na wierzch,ze zdumieniem ilustrując ekran,wyświetlający wiadomość od nieznego numeru.
Od:H
Przypominam,że za kilka godzin termin dobiegnie końca. Masz już dla mnie swoją odpowiedź?
~Cholera,jeszcze tego tu brakowało.~
Do :H
Może tak,może nie. Wkrótce się dowiesz.-wcisnąłem wyślij,ze zniecierpliwieniem czekając na wiadomość zwrotną.
Od: H
Niezdecydowany jeszcze nasz koleżka,czy może panienka zakłóciła ci myślenie?
~Co!? Skąd on...~
Do: H
Szpiegujesz mnie?
Od: H
Chyba dano ci jasno do zrozumienia,że cię widzę.
No tak,układanka.
Do: H
Jesteś popieprzony.
Od: H
Przynajmniej wiem,kim jestem i jakie mam granice.
Zatkało mnie,totalnie mnie zatkało. Kim jest ten koleś,aby prawić mi swoje wyjęte z kapelusza morały?
Do: H
To nie czas ani miejsce na filozofowanie.
Od: H
W takim razie jak brzmi twoja odpowiedź?
Moja odpowiedź. Odpowiedź. Czy w ogóle jaką kolwiek wybrałem? Miałem jedynie dwie możliwości:Zgodzić się,lub odmówić. Pod tym względem czułem się zupełnie,jak rozdarty na dwie części. Co,jeśli się zgodzę? A co,jeśli odmówię? Będę żałować pierwszego,czy drugiego?
Jeden problem,a potrafi stworzyć tyle niepotrzebnych i męczących pytań,dodatkowo zaśmiecających umysł.
Więc jeśli...to może...a ja powiem,że...
Do: H
Zgadzam się.-
Wystukałem szybko na klawiaturze,wciskając przycisk WYŚLIJ.
Jedna sekunda...dwie sekundy...trzy sekundy...z niecierpliwością czekałem na odpowiedź,zupełnie jakby zależało od tego moje życie. Wciąż tylko czekanie i czekanie.
Od: H
Świetnie. A więc teraz możesz otworzyć paczkę. Niebawem się zobaczymy.
Paczka? No tak!-Gwałtownie zerwałem się z podłogi, podbiegając do komody, tym samym otwierając dolną szufladę i spod stosu skarpet wyciągając niewielką,szarą paczuszkę. Wróciłem na poprzednie miejsce sprawnie rozrywając papier. Moim oczom ukazała się maleńka,drewniana szkatułka, z wymalowanym na wieczku niezanym mi symbolem. Kilka prowizorycznych kształtów przypominało mi coś w rodzaju ogniska z buchającymi iskrami.
Powoli otworzyłem wieczko,pod którym ujrzałem wisiorek w kształcie naboju,zawieszony na skórzanym rzemyku. Ostrożnie wyjąłem go ze środka,uważnie
mu się przyglądając. Zaraz...to jest przecież prawdziwy nabój...
Na łusce spostrzegłem maleńkie,wyżłobione cyferki.
19.04.
Co?! To przecież był dzień,w którym ,moim zdaniem,o mało nie uszedłem z życiem. Czyżby ten pocisk...
Powoli zacząłem obracać wisiorek w dłoni, w głowie mając tylko jedną,jedyną myśl.
Czy rzeczywiście ten mały kawałek metalu,wypełniony prochem miał zakończyć mój żywot? Cholera!
Cisnąłem "biżuterią" o podłogę, sfrustrowany zwieszając głowę między kolanami.
Zawarłem układ z psychopatą. Lepiej być nie mogło.
***
-Panie Irwin. Rozumiem, że temat może pana nie interesować, jednak zawieszenie umysłowe nie jest odpowiednie na żadnej lekcji.-Uniosłem wzrok znad ławki,zatrzymując się na karcącym spojrzeniu profesora Raymonda,mojego wychowawcy.
-Umm...przepraszam,zamyśliłem się.
-Jak zwykle,ostatnimi czasy. Ale wracając do tematu...-odwrócił się i ruszył w stronę biurka,z którego zabrał spory plik kartek.-Jak wiecie co roku dla klas maturalnych naszej szkoły organizowana jest siedmiodniowa wycieczka do jednego z trzech wybranych przez uczniów ośrodków. W tym roku drogą głosowania wybrano ośrodek sportów wodnych Excansen na wschodnim wybrzeżu, tak dla przypomnienia. Za chwilę rozdam wam regulaminy i deklaracje uczestnictwa,które mają zostać zwrócone do mnie do końca tygodnia. Mam nadzieję,że długo zapamiętacie ten wyjazd i że będzie on dla was idealną pamiątką na koniec szkoły.
Wyprzedzając jeszcze wasze pytania odbędzie się on w drugim i czwartym tygodniu maja, z czego naszej klasie przydzielony został pierwszy termin.
-A jeśli chodzi o pokoje, to czy obowiązuje podział damsko-męski?-Luke zapytał,jednocześnie spoglądając w stronę Julii, która śnieżnobiałymi lokami próbowała ukryć zaczerwienione policzki.
No tak, Mr i Mrs Hemmings, forever together...
-Odpowiedź jest chyba oczywista,panie Hemmings. Są zasady, których nasza szkoła nie będzie pod żadnym pozorem łamać,chyba że w sytuacjach skrajnie wyjątkowych,o czym od dawna powinien pan już wiedzieć.
-Tak,tak,tylko chciałem się upewnić.
-Więc teraz jest pan upewniony.-Odparł z typowym dla niego stoicyzmem,zamaszyście odwracając się w drugą stronę,wręczając każdemu po jednym arkuszu. Zaprzestałem śledzić jego poczynania wówczas,gdy zatrzymał się przy trzeciej ławce  od okna, gdzie nieprzerwanie od trzech lat siedział obiekt moich (od wczoraj) całodziennych myśli.
Krótko dziękując odebrała kartkę z ręki nauczyciela i nawet nie patrząc na zawartość położyła ją na ławce, następnie podłożyła dłoń pod brodę,odwracając wzrok w stronę okna,gdy tylko wyczuła na sobie moje spojrzenie.
Od wczorajszego wydarzenia w moim domu nie usłyszałem z jej ust nawet słowa,nie dostrzegłem ani jednego,wymierzonego w moim kierunku spojrzenia, unikała mnie,zupełnie jak ognia. Pomimo wszelkich doświadczeń, czy mających miejsce między nami wydarzeń bolał mnie sposób,w jaki byłem przez nią traktowany. To tak,jakby ktoś wbijał mi w płuca maleńkie igiełki,jedna po drugiej. Byłem z tego powodu nie tyle co wykończony psychicznie,ale i fizycznie. Nie miałem pojęcia jakim cudem udało mi się dzisiaj zwlec z łóżka i dojść na piechotę do szkoły,nie wspominając o wysiedzeniu na wszystkich lekcjach i to bez możliwości drzemki na niewygodnym,drewnianym blacie. Pod tym względem nauczyciele w naszej szkole byli niezwykle rygorystyczni, nie mówiąc o profesorze Raymondzie. Ten dosłownie ma hopla na punkcie przywoływania uczniów do porządku.
Moje dalsze wpatrywanie się w brunetkę przerwały hałasy,dobiegające z korytarza. Gdy profesor miał zamiar otworzyć drzwi i sprawdzić co się dzieje do środka wpadła panna Kegerth, szkolna bibliotekarka. Przerażenie,wymalowane na jej twarzy nie wróżyło niczego dobrego.
-Dyrektor zarządza ewakuację szkoły! W budynku grasuje psychopata, postrzelił trzech ludzi,na sali gimnastycznej są uwięzieni uczniowie...! Trzeba natychmiast uciekać!-Wysapała,cały czas podsycając w sobie przerażenie,które niemalże natychmiast przeniosło się na resztę uczniów.
Co proszę? Psychopata?Przynajmniej  w szkole nie powinno być nudno,ale normalnie?
Wszyscy zerwali się ze swoich miejsc, pchając się w kierunku wyjścia.Wybuchła panika.
-Luke! Luke!-krzyknąłem,przeciskając się w stronę przyjaciela,który obejmując Julię próbował przedostać się w stronę wyjścia. Na szczęście w porę odwrócił głowę,zatrzymując się w połowie drogi.
-Ashton!
-Musimy znaleźć Michaela i Caluma! Zaraz,gdzie jest Saylent?-rozejrzałem się dookoła,nigdzie nie mogąc dostrzec Igenins. Cholera jasna.
-Chyba już wyszła! Chodźmy już!-Julia ponagliła naszą dwójkę,szybko wychodząc na korytarz. Wybiegłem tuż za nimi,trafiając do holu,pełnego biegających i spanikowanych ludzi,pchających się w kierunku każdego,możliwego wyjścia ze szkoły.
W głowie wciąż krążyły mi słowa bibliotekarki.
-...na sali gimnastycznej są uwięzieni uczniowie!-
A co jeśli są tam Mike i Calum?  Jeśli to oni zostali postrzeleni?
Nigdy bym sobie nie wybaczył,gdyby coś im się stało.
Bez zastanowienia popędziłem w kierunku sali gimnastycznej,będąc po drodze zaczepianym przez kilka osób,które nieskutecznie odradzały mi dalszej wędrówki,ze względu na czyhające tam zagrożenie. Miałem gdzieś ich słowa. Zapomniałem o wszystkim dookoła: o swoich problemach,o zmęczeniu i o Saylent. Priorytetem było dla mnie sprawdzenie,czy moim przyjaciołom nie grozi niebezpieczeństwo.
Po kilku sekundach znajdowałem się przed drzwiami sali gimnastycznej. Szarpnąłem za klamkę,lecz ku mojemu nieszczęściu drzwi były zamknięte.
Niech to szlag!!!
Gotowało się we mnie do granic możliwości. Nie mogłem dostać się do środka, co za tym idzie, nie miałem absolutnie żadnej możliwości czy pomysłu.
Zacząłem krążyć od jednego krańca drzwi do drugiego,próbując zapełnić pustkę w umyśle jakimś błyskotliwym i skutecznym planem.
~Myśl Irwin,myśl!~
Nim jednak cokolwiek zdążyło wykluć się w mojej głowie silne szarpnięcie odepchnęło mnie do tyłu, przez co upałem z hukiem na podłogę.
Chwilę później przekonałem się,że ten czyn ocalił moje życie. Nie zdążyłem się podnieść,czy chociażby odwrócić.
Rozległ się potężny wybuch,który wysadził zamknięte drzwi.
***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz